Usiadłam pewnego dnia, całkiem niedawno, i postawiłam zrobić coś nowego. Tak się złożyło, że pod ręką miałam komputer... Bez pomysłu, bez ambicji:) Takie gadanie sobie a muzom.
Jeszcze niedawno wszystko było takie proste. Kiedy zdążyło się po komplikować?
Długi wieczorny spacer po kolorowej, kwitnącej i pachnącej Warszawie doprowadził mnie (sic!) do wewnętrznego spokoju, do obojętności, wręcz, na rzeczy, na które nie mam wpływu. Pozostawiam je ich własnemu biegowi...
Wtorek to mój ulubiony dzień tygodnia, dzień postanowień, dzień patrzenia w przyszłość z uśmiechem, dzień nadziei na zmianę. "Dopóki pilnuję równowagi, przepełnia mnie energia", coś w tym jest. Dziś zaczęłam na nowo, a początek porządku w życiu nie może się zacząć z bałaganem w domu, więc wykorzystałam wolny dzień na zamienianie bałaganu wokół mnie w ład, albo przynajmniej coś, co ja osobiście uznaję załad.
Ostatnio ktoś powiedział mi, że nie potrafię być szczęśliwa, bo za bardzo się tego boję, że zawsze, gdy czuję szczęście muszę stworzyć sobie tysiąc problemów… to prawda, ostatnio tak jest, że boję się szczęścia, że jak tylko się pojawia staram się je stłamsić.
Dziś byłam szczęśliwa, nie wiem, nie mam pojęcia dlaczego, ale ludzie na ulicy patrzyli na mnie jak na wariatkę, bo cały czas chciało mi się śmiać. I nie mam pojęcia jaki był tego powód. Może te cudne kwiaty, które wczoraj kupiła, może bez i konwalie, które powoli pojawiają się to tu to tam...
Czasem tak jest, że jesteś całkiem sam, że nawet wiosna nie potrafi Cię wprawić w dobry nastrój...wtedy zostaje spacer po Warszawie, tylko to miasto sprawia, że znów chce się żyć, że świat ma jakiś sens, że jest jakiś cel wszystkiego. Odnajduję tu tyle piękna, tyle cudownych drobnostek...
Bywa tak, że koniec jest początkiem. Tak jest i teraz, koniec pewnej przyjaźni jest początkiem tego bloga. Nie mam pomysłu, nie mam zbyt wiele do powiedzenia, ale muszę, czuję, że muszę wyrzucić słowa w świat...Co będzie dalej, tego nie wie nikt:)
Wiosna w tym roku jest leniwa, nie wybuchnęła feerią barw, dojrzewa powoli, po ciężkiej, długiej zimie. Podobnie jest z moim sercem, powoli próbuje się odrodzić, znów zakwitnąć, ale czy to jest jeszcze możliwe?